Przegląd mediów
Koniec iluzji
2007-09-16Stara metoda
Postawa „antykorupcyjna” PiS i samego Jarosława Kaczyńskiego nie różni się wiele od agendy LPR, SPD, a nawet Partii Republikańskiej w Stanach Zjednoczonych. Korupcja, podobnie jak np. bezrobocie jest zjawiskiem wywoływanym przez polityków na całym świecie; jest rezultatem nadmiaru regulacji prawnych. Nie trzeba dodawać, że ten nadmiar ustaw i praw jest politykom na rękę. Korupcja jest albo ceną silnej władzy, albo skutkiem jej ignorancji. Najczęściej i jedno, i drugie.
Silny polityk, jak Jarosław Kaczyński, chcąc sobie porządzić musi zadbać o prawo, które da mu dużo władzy. Dużo władzy oznacza dużo prawa, a dużo prawa, to dużo możliwości wpływania na życie obywateli, którzy, jak wiadomo, chcą żyć jak najlepiej. Aby cel ten osiągnąć gotowi są nawet sięgnąć po korupcję. Taka jest natura człowieka i żadne zakazy, apele czy nawet terror więzienny niczego nie zmienią. Tym bardziej, że w systemie przeregulowanym większość działań obywateli, ale i władzy, jest w znacznym stopniu sparaliżowana, czego przykładem są utrudnienia związane z uzyskaniem pozwolenia na budowę domu, prowadzenie supermarketu, na założenie biznesu etc., a w skali państwa, marazm związany z budową autostrad czy przygotowaniami do Euro 2012.
Zamiast żmudnych, kosztownych i długotrwałych oczekiwań na pozytywną decyzję władz, obywatel woli posłużyć się „korzyścią materialną”, która umotywuje biurokrację do szybszego i mniej skrupulatnego działania. W systemach przeregulowanych – pisał Murray N. Rothbard – korupcja jest sposobem przeciwdziałania paraliżowi. Zaznaczam jednak, że to nie obywatele chcą władzę korumpować, to władza chce być korumpowana. Władza jest tu czynnikiem przyczynowym i sprawczym. Obywatel jest ofiarą wymuszającego na nim łapówkę polityka czy biurokraty, bez względu na to, na jakim etapie odbywa się korupcja.
Terror
Przykłady, zwłaszcza krajów skandynawskich i do niedawna także Stanów Zjednoczonych czy Kanady, dowodzą, że im system sprawowania władzy bardziej liberalny, tym mniej jest w nim okazji do korupcji. Korupcja, jak wspomnieliśmy, jest pochodną nadmiaru władzy. Polityk owładnięty rządzą wyrównywania krzywd, walczący o sprawiedliwość społeczną, polityk, który wszystko wie lepiej, słowem, polityk, który nie wierzy w inteligencję i czyste intencje obywateli, chce tych ostatnich za wszelką cenę uszczęśliwiać i naprawiać. Narzędziem do tego jest prawo, a konkretnie; zakazy i nakazy, służące – interesowi państwa, nazywanego, dla zmylenia czujności, narodem lub społeczeństwem. Machina państwowa jest wtedy silnie scentralizowana, własność prywatna nie istnieje, albo jest ograniczana interwencjami rządowymi, rząd troczy się o biednych, walczy nie tylko o czystość moralną, lecz także z nieustannymi zagrożeniami zewnętrznymi i wewnętrznymi, mniej więcej tak, jak rządząca dzisiaj partia PiS. Stąd największe afery korupcyjne towarzyszą systemom autokratycznym i dyktatorskim, bo ludzie przekonani o swej nieomylności są również przekonani o swej bezkarności. Korupcja jest skutkiem takiego rządzenia, a walka z nią celem samym w sobie.
Zamiast zmieniać prawo prowokujące do korupcji poprzez liberalizację życia, rządzący zacieśniają uścisk aparatu przymusu. Każdy jest wrogiem, a jeśli nie wrogiem, to podejrzanym. Władza gotowa jest poświęcić dobrobyt obywateli a nawet własny, byle tylko zapisano w annałach, jak energicznie walczyła ze złem, które sama stworzyła, a w najlepszym przypadku, utrzymywała. Wszyscy mają brudne ręce, a najbrudniejsze ci, którym się dobrze powodzi. To ich przeciwstawia się tzw. masom. Procesowi wzajemnego konfliktowania obywateli sprzyja ich pauperyzacji. W systemie natrętnej kontroli, małej wolności i terroru prawa, gospodarka przeważnie popada w kryzys, którego ofiarami wpadają ci, których najłatwiej wprowadzić w błąd: biedni i naiwni. Niewielu z nich zastanawia się nad alternatywą. Walka staje się celem samym w sobie. Innego wyjścia nie widzą. Władza deklarująca walkę z bogatymi staje się władzą pożądaną.
Przykłady
Tymczasem spośród najgłośniejszych polskich spraw korupcyjnych ostatnich lat większości można by uniknąć, gdyby tylko politycy naprawdę chcieli przeciwdziałać korupcji.
Sprawa Rywina. Apel o zmianę zapisu w ustawie o mediach byłby bez znaczenia, gdyby media były całkowicie wolne i prywatne. Ustawa regulująca tworzenie, rejestrację, licencjonowanie mediów jest zbędna. Daje ona jednak władzę państwu i politykom, którzy w ten sposób chętnie ograniczają, niewygodną dla nich wolność słowa. Wystarczająco dobrymi kontrolerami czystości mediów jest konkurencja, czyli rynek oraz na wniosek obywateli, sądy.
Sprawa odrolniania gruntów rolnych i oskarżeń wobec Andrzeja Leppera o korupcję jest skutkiem nadregulacji na rynku ziemi, a zwłaszcza braku poszanowania własności prywatnej. Z niezrozumiałych powodów właściciel ziemi, człowiek, który za nią zapłacił, który z niej żyje, a w razie popełnienia błędu ją straci nie może ze swoją własnością uczynić, co zechce. Prawo takie przydzielono urzędnikowi, który nawet dobrze nie wie, gdzie ten grunt leży i do czego powinien służyć. Mimo to, to ten ostatni decyduje o jego przeznaczenia. Właśnie to uprawnienie to jest przyczyną korupcji, której można by zapobiec poprzez deregulację gospodarki ziemią i pozostawienie tej ostatniej w gestii właściciela, rynku, a w przypadku ewentualnych sporów, sądom.
Oligarchów też stworzyło skorumpowane państwo. Podejrzenia wobec Jana Kulczyka, czy Ryszarda Krauzego dotyczą wykorzystywania układów politycznych do robienia biznesu. Przecież gdyby ZUS był jedną z wielu firm uprawnionych do inwestowania składek emerytalnych pracowników, a nie państwowym monopolem, kontrakt na jego komputeryzację uzyskałby PROKOM tylko wtedy, gdyby jego oferta byłaby najlepsza. Prywatny właściciel ZUS nie zaryzykowałby współpracy z kontrahentem tylko dlatego, że ten ostatni ma dobre układy z władzą. A więc nie Centralne Biuro Antykorupcyjne, lecz ustawa prywatyzacyjna byłaby panaceum na wpływy oligarchów. Oligarchia to nie jest polski wynalazek. Tak działają od lat Niemcy, Hindusi czy Rosjanie, nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy dali dobry przykład i pokazali, jak się walczy z oligarchizacją życia gospodarczego.
Henryk Stokłosa nie byłby dziś ścigany listem gończym, gdyby żaden urząd nie miał prawa udzielania jakichkolwiek koncesji podatkowych. Jakim prawem ktoś staje ponad prawem, a decyzję o tym podejmuje stojący ponad prawem urzędnik?! Nota bene, jeśli nawet Stokłosa posłużył się łapówką, w zamian za co obniżono mu podatek, nie jest sprawcą, lecz ofiarą. To urzędnik i prawo posiadają moc wymuszania haraczu.
Ani Aleksandra Jakubowska, ani nikt inny nie mógłby nawet pomyśleć o korzyści korupcyjnej, gdyby elektrownia w Opolu, której zarzut ten dotyczył, była prywatna. Prywatny właściciel oczekiwałby korzyści materialnej dla siebie, a nie dla pośredników. Dlatego dla ubezpieczenia swego majątku znalazłby firmę i polisę najkorzystniejszą. Przedsiębiorca prywatny dba o swoje mienie, ponieważ za nie zapłacił z własnej kieszeni. Pojawienie się w nim straty czy marnotrawstwa spowoduje spadek jego konkurencyjności, a w przypadku powtarzania się strat, nawet i upadłość. Straci wszystko, co zainwestował.
Wolny rynek i wolny sąd
Przeciwnicy prywatyzacji (głównie politycy i związki zawodowe), która jest podstawowym lekiem na korupcję podnoszą, że gros największych polskich afer korupcyjnych ma swoje źródło w prywatyzacji. To nie jest prawdą. Nie prywatyzacja, lecz ustawa prywatyzacyjna jest tu winna. Ta ustawa została uchwalona właśnie w celu korupcyjnym. Zamiast sprzedawać prywatyzowany majątek na aukcjach, giełdach albo za pomocą wyspecjalizowanych, konkurujących ze sobą podmiotów (jak choćby agencje pośrednictwa nieruchomości) wymyślono skomplikowaną strukturę biurokratyczną, która umożliwia mataczenie. O tym, że prywatyzacja, czyli pozbawienie państwa własności jest skutecznym remedium na korupcję świadczy na przykład kompletny zanik łapówkarstwa w handlu spożywczym, gdzie korupcja jeszcze 20 lat temu była powszechna. Wystarczyło, że dano rolnikom względną wolność dysponowania ziemią i odebrano państwu dużą część uprawnień związanych z produkcją żywności i handlem, by pojawiła się nadprodukcja żywności. Podobny skutek miała prywatyzacja szkolnictwa wyższego. Doprowadziła ona niemal do całkowitego zaniku popularnych w PRL łapówek za przyjęcie do szkoły wyższej. Łapówki w szkołach wyższych znikną całkiem z chwilą likwidacji przywilejów dla szkolnictwa państwowego. Konkurencja i wolny rynek ograniczyły też korupcję w budownictwie mieszkaniowym. Korupcja zniknęłaby całkowicie z chwilą pozbawienia samorządów prawa rozporządzania zarówno substancją mieszkaniową, jak i lokalami komercyjnymi.
Sytuacja w handlu, budownictwie i szkolnictwie jest wskazówką, w jakim kierunku powinna podążać reforma służby zdrowia, dzisiaj najbardziej skorumpowanej dziedziny życia w Polsce. Gdyby służba zdrowia była prywatna, a o pacjenta walczyło kilkadziesiąt konkurujących ze sobą firm ubezpieczeniowych, nikt by nawet nie pomyślał o łapówce, żeby przypadkiem leczącego nie rozsierdzić. W warunkach wolnego rynku lekarz nie może dostać łapówki, a co najwyżej honorarium. Ubezpieczalnie i pacjenci, w dobrowolnej wymianie „leczenie w zamian za pieniądze” ustalaliby wartość swoich świadczeń. Wzięty lekarz zarabiałby więcej, mniej chętnie odwiedzany, mniej.
Aby taki stan było możliwy konieczne jest nie tylko uwolnienie gospodarki spod gorsetu nadmiaru regulacji, swoboda zawierania kontraktów w miejsce państwowego przymusu, konkurencja w miejsce państwowego monopolu, lecz przede wszystkim niezawisłe i nieskorumpowane sądy. I tu jest problem. Przy obecnym poziomie etycznym polskiego wymiaru sprawiedliwości, może się zdarzyć, że to czego nie skorumpują urzędnicy administracji, skorumpuje sąd czyli da capo al fine. Krokiem ograniczającym taką ewentualność byłoby całkowite rozdzielenie władzy sądowniczej od władzy wykonawczej, a więc wydzielenie sądownictwa z ministerstwa sprawiedliwości i prokuratury. A także, przynajmniej na etapie początkowym, wynajęcie do polskich sądów sędziów zagranicznych. Krok ten wygląda wprawdzie na dość ryzykowny, ma jednak swój precedens. Wynajęci zagranicą sędziowie wydawali wyroki w Meksyku, Gwatemali, a także w Niemczech po II wojnie światowej. Mamy zagranicznych trenerów, możemy mieć i sędziów. Tylko w ten sposób walka z korupcją przestanie być iluzją a stanie rzeczywistością.
Jan M. Fijor
Źródło: www.fijor.com
PO w Regionie Śląskim
Sonda
Newsletter