Strona główna | Kontakt | Mapa serwisu

Przegląd mediów

Wywiad premiera Donalda Tuska dla "FT"

2007-12-03
Stefan Wagstyl, redaktor ds. Europy Wschodniej oraz Jan Cieński, warszawski korespondent FT, przeprowadzili wywiad z polskim premierem Donaldem Tuskiem w środę 28 listopada w jego biurze.
Financial Times: W swoim pierwszym przemówieniu przed parlamentem mówił Pan o wolności i o tym, że pracownicy powinni się czuć bezpieczni, a przedsiębiorcy wolni. Jak Pan widzi taki gospodarczy liberalizm w polskich warunkach?

Donald Tusk: Jestem optymistą. Uważam, że wkraczamy obecnie w trzeci etap gospodarczej wolności w Polsce, etap gospodarczego liberalizmu. Widzę, jak na początku lat 90. nie w pełni rozumieliśmy wagę instytucji oraz otoczenia prawnego i moralnego jako kluczowych filarów osobistej i gospodarczej wolności. Od tego czasu obserwowaliśmy w wielu miejscach powolny powrót do socjalizmu, rozrostu regulacji i nieefektywnych instytucji. W ostatnich latach zaatakował nas także rak korupcji. Brak zaufania do mechanizmów rynkowych, zbyt duża rola państwa w gospodarce i rosnąca liczba przepisów sprawiły, że trudno było powrócić na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Kiedy mówię o trzeciej fazie, mam na myśli przebudzenie, zwłaszcza wśród młodych ludzi, wolności gospodarczej. Liberalne poglądy gospodarcze były w pierwszej kolejności intelektualną własnością wąskiej elity, potem nowej klasy polskich przedsiębiorców i menedżerów, a w ostatnich miesiącach stały się codziennym doświadczeniem dla milionów Polaków, którzy poznali warunki pracy i życia w liberalnych gospodarkach zachodniej Europy, głównie Wielkiej Brytanii i Irlandii. To jeden z głównych powodów, dla których niedawny zwrot polityczny był możliwy. Nastąpił wzrost zaufania do partii politycznej, które nie kryje się ze swoją determinacja w dążeniu do wolnej gospodarki kosztem etatyzmu. Ta trzecia faza ma szansę fundamentalnie odmienić polskie poglądy. Jestem przekonany, że bez obywatelskiej zgody na gospodarcze wolności i prywatną własność, żaden rząd nie mógłby z powodzeniem wzmacniać wolnorynkowej gospodarki.

FT: Co dokładnie oznacza trzecia faza?

DT: Słowo deregulacja nie jest pustym mottem. Przez wiele lat próbowałem przekonać polską opinię publiczną, że deregulacja powinna stać się narodowym priorytetem Polski. Polacy na każdym kroku napotykają na niepotrzebne administracyjne bariery.

FT: Co będzie głównym priorytetem pańskiego rządu?

DT: Musimy zrozumieć, że gospodarka wolna od zbędnych przepisów jest bardziej efektywna. Trzeba wziąć maczetę i ciąć, ciąć i jeszcze raz ciąć. Niezbędna jest determinacja, ponieważ panuje fetysz przepisów. Bierze się to z naiwnej wiary, że na każdy społeczny i gospodarczy problem jest przepis. Często ludzie, którzy mają wpływ na polską legislację nie rozumieją, że każde nowe prawo jest cichym atakiem na wolność i możliwości rozwojowe kraju.

FT: Czy to oznacza, że w każdym ministerstwie będzie zespół identyfikujący zbędne przepisy?

DT: Uczulam moich ministrów, aby nie zwalczali biurokracji poprzez tworzenie nowych biurokratycznych struktur. Hydrę w postaci niepohamowanej biurokracji najlepiej zwalczać poprzez blokowanie jej dostępu do środków i władzy nad obywatelami. Musimy eliminować przepisy i zbędne instytucje oraz redukować wydatki na biurokrację. Jeszcze przed końcem roku wyjdę z propozycją powołania specjalnej komisji sejmowej, której jedynym zadaniem będzie eliminowanie zbędnych przepisów i ustaw. Etatyzm jest nieuleczalną chorobą, którą trzeba nieustannie zwalczać.

FT: Jak Pan widzi przyszłość stosunków między rządem a biznesem?

DT: Większość działań poprzedniego rządu motywowana była brakiem zaufania oraz chęcią kontrolowania możliwie największej części życia gospodarczego i społecznego. Takie podejście miało realne konsekwencje w postaci braku prywatyzacji. Wynikało to z doktrynalnego braku zaufania do własności prywatnej, ponieważ z definicji jest poza kontrolą rządu. Chcemy być alternatywą dla takiego sposobu myślenia. Poza deregulacją będziemy próbować nie tylko zmieniać prawo, ale również uwalniać obszary gospodarczej aktywności od wszelkich regulacji i prawnych ograniczeń, np. partnerstwa publiczno-prywatnego. Trzymamy się celu, którym jest ograniczenie obecności państwa w gospodarce.

FT: Jaka jest charakterystyka prywatyzacji i dlaczego firmy takie jak kopalnia miedzi KGHM  nie są sprzedawane?

DT: Firmy takie jak KGHM są ważne dla państwa, ponieważ ich nieprzerwane funkcjonowanie jest kluczowe dla ogromnych grup ludzi w konkretnych regionach. To dlatego, nawet jeśli obawy związków zawodowych i lokalnych mieszkańców są przesadzone, nie możemy ich odrzucać jako nieistotne. Bardzo jestem zainteresowany tym, aby polska gospodarka opierała się na rozsądku i racjonalności, ale rozumiem, że idąc w tym kierunku, musimy zyskiwać akceptację tych, którzy czują się zagrożeni. Dla Polski kluczowe jest zachowanie długoterminowej społecznej umowy dot. gospodarki rynkowej i prywatnej własności. Wiele ambitnych projektów upadło, ponieważ ktoś uważał, że ważna jest demonstracja poglądów, alei nie potrafił utrzymać władzy wystarczająco długo, aby poglądy te mogły stać powszechnymi normami. Strategicznym firmom poświęca się wiele uwagi, ale przed nami jest do nadrobienia ogromny dystans. Mówimy tutaj o ponad tysiącu firm z udziałem państwa, które czekają na prywatyzację. Tam gdzie nie ma konfliktów, powinno pójść gładko. Tam gdzie są, będziemy rozmawiać z naszymi partnerami i starali się ich przekonać do rynkowej konkurencyjności i do wyższości prywatnej własności nad państwową.

FT: Są w Polsce sektory, jak np. budownictwo, w których brakuje siły roboczej. Czy jako liberał dopuszcza Pan rozwiązanie w postaci otwarcia granic Polski dla migracji zarobkowej?

DT: Za kilka dni wchodzimy do strefy Schengen i jeśli pracownicy wjeżdżający do Unii Europejskiej szukają miejsca, gdzie można zarobić najwięcej, Polska nie jest dobrym kierunkiem. Jednak chcielibyśmy zachęcić do przyjazdu do Polski absolwentów z sąsiednich krajów. Brak rąk do pracy w Polsce jest w niektórych sektorach problemem, ale chcę patrzyć na to również z punktu widzenia zarabiających. Wynagrodzenia gwałtownie rosną i w pewnym stopniu ogranicza to problem. Jednak przede wszystkim potrzebujemy większego udziału pracujących, ponieważ jest on jednym z najniższych w Europie. Ważne jest, aby ludzie korzystali z owoców wzrostu gospodarczego. Uważam, że liberalne poglądy gospodarcze nie wykluczają zdroworozsądkowego przekonania, że ludzie mają jedno życie i że musimy znaleźć konsensus, dzięki któremu zarabiający w końcu dostrzegą potrzebę kreowania dobrych warunków dla przedsiębiorców, a oni w zamian dostrzegą oczekiwania ludzi, którzy chcą zarabiać. Siły rynkowe sprawiają, że ci ludzie będą wyjeżdżać z Polski, jeśli nie znajdziemy sposobu, aby równo rozdzielić korzyści wynikające ze wzrostu gospodarki.

FT: Czy polityka zagraniczna pańskiego rządu będzie inna w formie lub treści?

DT: Byłem krytyczny wobec niektórych aspektów polityki zagranicznej moich poprzedników. Ale wyzwania przed jakimi stoi Polska są cały czas aktualne. Problemy nie zmieniły się tylko dlatego, ze zmienił się rząd. Można jednak zmienić język i sposób rozwiązywania tych problemów. Postrzegam politykę jako sztukę unikania konfliktów, a nie ich generowania. Nie jestem jednak naiwny i rozumiem, że są obszary różnic, które nie znikną dzięki większej empatii; ale większa empatia sprawia, że łatwiej osiągać porozumienia. Odnośnie Unii Europejskiej, wydaje mi się, że nadmiar emocji w prowadzeniu polityki zagranicznej zaszkodził Polsce i z tego powodu nasze umiarkowane oczekiwania w ramach różnych, unijnych procesów negocjacyjnych przyczyniły się do nieprawdziwej opinii, iż Polska jest najtrudniejszym z partnerów. Nie chcę rozbudzać niczyich oczekiwań, że Polska stanie się nagle bezproblemowym członkiem – oczywiście, że tak nie będzie. Mamy żywotne interesy i będziemy je realizować, ale jest niezwykle ważne, aby odbudować opinię, że Polska jest krajem przewidywalnym.

FT: A Niemcy?

DT: Przez moich politycznych oponentów jestem uważany za polityka proniemieckiego. To ma mnie ponoć dyskredytować, ale nigdy nie ukrywałem, że od początku lat 90. polskie sukcesy w Europie były możliwe m.in. dzięki dobrej współpracy z Niemcami. Pozycja Polski w Europie oraz w stosunku do innych partnerów, jak Stany Zjednoczone, czy Rosja, w dużym stopniu zależy od naszych relacji z Niemcami. Im lepsze kontakty polsko-niemieckie tym silniejsza i lepsza pozycja Polski względem innych krajów. Mam zdecydowane i twarde poglądy w sprawach takich jak roszczenia ziemskie części niemieckich grup oraz centrum wypędzonych. Nie ma możliwości, aby z powodu zmiany rządu, zmieniły się poglądy w tych sprawach, do których dodać można również gazociąg bałtycki. Ale w innych obszarach trzeba umieć odnajdywać sposoby ich rozwiązywania.

FT: Jak widzi Pan swoje relacje z prezydentem?

DT: Politykę zagraniczną prowadzą rząd i premier. Prezydent reprezentuje Polskę za granicą. Jestem przekonany, że nie zabraknie dobrej woli w części przypisanej Lechowi Kaczyńskiemu, pomimo faktu, ze jesteśmy z konkurujących ze sobą obozów politycznych.

FT: Co Pan myśli o amerykańskiej tarczy rakietowej i misji w Iraku? Czy Polska dystansuje się od Stanów Zjednoczonych?

DT:  Mocno wierzę w europejsko-atlantycki sojusz. Uważam, że wszelkie wysiłki zmierzające do dystansowania się Unii Europejskiej od Stanów Zjednoczonych są niebezpieczne. Bardzo poważnie zastanawialiśmy się nad przedłużeniem polskiej misji w Iraku, ponieważ jesteśmy tam dłużej niż obiecaliśmy. Mam nadzieję, że nasza decyzja jest całkowicie zrozumiała i nie postrzega się jej w kategoriach dystansowania się od Stanów Zjednoczonych lub próby korekty stosunków Polska-Stany Zjednoczone. Nigdy nie ma dobrego czasu na takie decyzje, ale mamy nadzieję, że w żaden sposób nie wpłynie to na nasze stosunki lub gotowość Polski do wspierania misji w Afganistanie.

FT: Jak Polska zamierza rozwijać swoje stosunki z Rosją w czasie, gdy relacje między Moskwą a zachodem przechodzą, ogólnie rzecz biorąc, przez trudny okres.

DT: Pewne europejskie kraje wyraziły niepokój z powodu pewnych wydarzeń. Z wielkim niepokojem odebrałem aresztowanie Garija Kasparowa. To niezręczna sytuacja, ale nie zmienia faktu, że relacje Polski z Rosją nie powinny być gorsze, niż relacje Rosji z innymi europejskimi partnerami. Z pewnością polsko-rosyjskie stosunki nie powinny być gorsze niż rosyjsko-niemieckie. Nie ma żadnego powodu, aby stosunki między Moskwą a Warszawą nie miały powrócić do normalności. To bardzo ważny cel. Oczywiście Polska ma swoje geograficzne położenie nad Wisłą i leży między Niemcami i Rosją. Tak było w przeszłości i tak pozostanie w przyszłości. To podstawowy paradygmat polskiej polityki zagranicznej. Cierpieliśmy z tego powodu w czasie wojen, także tych minionego wieku. Wzmocniliśmy naszą pozycję dzięki członkostwie w Unii Europejskiej i NATO. Na swój sposób nasza pozycja jest mniej obciążona niż w przeszłości. Moim marzeniem jest, aby Polska była bezpiecznym krajem i abyśmy obrócili nasze umiejscowienie geograficzne w atut, a nie przekleństwo. Polska może rozwinąć pozytywne relacje między krajami środkowej i wschodniej Europy i mamy dobrą ku temu okazję, np. w przypadku Ukrainy. Musimy popierać rozszerzanie Unii Europejskiej i rozszerzanie regionu, w którym zaczynają obowiązywać zachodnie standardy.

FT: Jaki był Pański gest w stosunku do Rosji?

DT: Była nim rezygnacja z naszego sprzeciwu wobec rosyjskiej propozycji rozpoczęcia otwartych rozmów o członkostwie w OECD.

powrót powrót    drukuj drukuj

PO w Regionie Śląskim


Śląska PO w parlamencie Unii Europejskiej Śląscy posłowie i senatorowie PO Radni PO w Sejmiku Województwa Śląskiego Młodzi demokraci

Sonda

Czy jesteś za ratyfikacją Traktatu Libońskiego?
  • Tak
  • Nie
  • Nie mam zdania

Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje, dopisz swój adres e-mail do naszej listy mailingowej.

Aby wyrejestrować się z Newslettera kliknij: usuń z listy

ul. 3 Maja 17/2 (I piętro)
40-097 Katowice
tel./fax 32 259 72 92
mail: slask@platforma.org

Kanal RSS
Projekt graficzny, wykonanie i utrzymanie serwisu - Art4net s.c.