Przegląd mediów
Człowiek z dobrej rodziny
2007-12-11Między Jerzymi, Józefami i Pawłami Buzkami łatwo się pogubić. Poprzedni Jerzy, cztery pokolenia wstecz, był co prawda rolnikiem, ale znał cztery języki obce i skończył szkołę rolniczą. Został przypisany do ziemi, bo ktoś musiał objąć ojcowiznę, więc przerwał nauki. Senator Józef Buzek był synem rolnika Jerzego Buzka, czyli pradziadka dzisiejszego eurodeputowanego Buzka. Był też profesorem; żył w latach 1873-1936, wymyślił i stworzył Główny Urząd Statystyczny, a także został jego pierwszym prezesem. Za Józefa Buzka odbył się w Polsce pierwszy Narodowy Spis Powszechny. Warto o tym wiedzieć, bo gdy równo dziesięć lat temu,w1997 roku, Marian Krzaklewski wymyślił na urząd premiera RP Jerzego Buzka, profesora Politechniki Śląskiej w Gliwicach, prawie wszystkim wydawało się, że to przypadkowy polityk.
— A przecież mój syn, jako premier, nie wziął się znikąd. Jesteśmy starą, polską rodziną z tradycjami politycznymi. Buzkowie wielokrotnie zasłużyli się dla naszego kraju. To wielki honor należeć do takiej rodziny —mówiła pani Bronisława Buzkowa w 1999 roku. Zmarła 25 sierpnia 2003 roku. Została pochowana obok męża Pawła Buzka na cmentarzu ewangelickim w Chorzowie.
Buzkowie wywodzą się z miejscowości Końska koło Trzyńca na Zaolziu.
— Jesteśmy ewangelikami ze Śląska Cieszyńskiego. Nasza rodzina ma udokumentowane pochodzenie aż do XVII wieku. Tej wierze jesteśmy wierni do dziś—mówi Helena Buzek- Macha, siostra Jerzego Buzka. — W naszym rodzinnym domu zawsze był portret Marcina Lutra, a jeden z przodków, Andrzej Buzek, był ewangelickim pastorem. Czas jednak sprawił, że w familii przybyło sporo katolików.
—To naturalne, bo rozjechaliśmy się po świecie i coraz trudniej o ewangelickiego partnera. Żona mojego brata, Ludgarda, jest przecież katoliczką, podobnie jak ich córka Agata. Ale podczas takich ważnych świąt, jak Boże Narodzenie, obyczaje i tradycje przenikają się. Bywa, że najpierw idziemy na nabożeństwo do kościoła ewangelickiego, bo jest wcześniej— o godzinie
— Jurek jest przez trzy tygodnie w Brukseli, tydzień w Strasburgu — i tak co miesiąc. Ale weekendy spędza w Polsce—wylicza siostra. Lecz jeśli już jest w kraju, na pierwszym miejscu w jego kalendarzu są spotkania... z wyborcami. Bo Jurek kieruje się taką ewangeliczną zasadą: skoro go wybrali, musi ich informować, jak przebiega praca w Unii Europejskiej. Dla rodziny ma bardzo mało czasu. Do mnie, do naszego katowickiego domu, wpada przeważnie po drodze, gdy jest przejazdem na Śląsku.
Podobnie wyglądają spotkania taty i córki.
— Jesteśmy w różnych krajach, więc widujemy się wtedy, gdy to możliwe — średnio raz w miesiącu — mówi Agata Buzek.—Jeśli tata przylatuje na Okęcie, zawsze do mnie zagląda. Ale gdy pojawiają się jakieś pilniejsze sprawy, po prostu umawiamy się na mieście i szybko jadę samochodem w umówione miejsce. Na szczęście mamy częsty kontakt telefoniczny. Zapytana, jaki jest tata, Agata mówi, że to trudna odpowiedź. Ale zaraz dodaje:—Przede wszystkim jest bardzo troskliwy. To taki rodzaj ojca, z którym można o wszystkim porozmawiać i zawsze ma się w nim sojusznika. To typ ojca—dyskretnego przyjaciela.
A ważne chwile wspólnie spędzane przez rodzinę?
—Przynajmniej raz w roku staram się gdzieś wyjeżdżać z rodzicami; razem albo oddzielnie, gdy nie mamy wolnych dni w tym samym terminie. Z mamą wyprawiamy się na narty w góry, a z tatą latem gdzieś nad wodę. Najmilej wspominam wspólne spływy kajakowe. Byliśmy na nich chyba piętnaście razy. Tata wiosłował, a ja czytałam, czasem coś śpiewaliśmy. To była prawdziwa beztroska. To są takie rodzinne chwile, które zawsze się pamięta, zawsze się do nich wraca i które dają siłę do zmagań z codziennością. Mama, tata i ja—mówi Agata.
O podobnych emocjach i silnych rodzinnych związkach brata i siostry mówi pani Helena.
—Wcześnie zostaliśmy półsierotami — nasz ojciec, Paweł Buzek, zmarł, gdy Jurek miał 13 lat, a ja 16.Rodzina była daleko, dziadkowie na Zaolziu, a władze nie pozwalały nam na kontakty rodzinne. Byliśmy sami z mamą właściwie w obcym mieście. Trudno się dziwić, że staliśmy się dla siebie całym światem. I tak pozostało do dziś. To, że jesteśmy w różnych miejscach, przeważnie oddaleni, nic nie znaczy. Bo w rodzinie liczy się to coś, co jest między słowami, między zwykłymi wydarzeniami, co dla nas jest bliskie mimo kordonu oficjalnych spraw, słów, gestów i wypowiedzi.
PO w Regionie Śląskim
Sonda
Newsletter