Przegląd mediów
Rostowski: Podatki najniżej jak się da
2007-12-11Witold Gadomski: Jakie rząd ma pomysły na to, by gospodarka miała się coraz lepiej?
Jacek Rostowski: Przedstawiłem je podczas sejmowego wystąpienia w debacie budżetowej. Mamy sześć priorytetów. Zamierzamy obniżyć poziom długu publicznego w stosunku do PKB, obniżyć deficyt strukturalny do jednego procentu...
Deficyt strukturalny, czyli?
- Deficyt finansów publicznych po wyeliminowaniu wahań koniunkturalnych i szoków zewnętrznych. Dalsze nasze zamierzenia to: obniżenie stawek podatkowych i poziomu fiskalizmu oraz uproszczenie systemu podatkowego, zwiększenie wydatków prorozwojowych i uzasadnionych wydatków socjalnych oraz przyspieszenie prywatyzacji i liberalizacja gospodarki. Plus oczywiście przystąpienie do strefy euro. Od razu powiem, że wykonanie tych zadań zajmie nam całą kadencję, więc apeluję o trochę cierpliwości.
W kampanii wyborczej PO wielokrotnie pojawiał się przykład Irlandii. By zapewnić długotrwały wzrost gospodarczy, kraj ten bardzo wyraźnie obniżył poziom wydatków państwa i zrównoważył finanse publiczne. Czy Polska uczyni to samo?
- Reformy, które planujemy, w ciągu kilku lat doprowadzą do obniżenia relacji wydatków budżetowych do PKB. Korzyści płynące ze wzrostu gospodarczego będziemy reinwestować w rozwój gospodarki, np. przez obniżenie stawek PIT. W ramach tego podejścia podtrzymaliśmy bardzo znaczące obniżenie składki rentowej. Dodatkowym arcyważnym impulsem dla wzrostu będzie liberalizacja gospodarki. Taka polityka zapewni nam długi i trwały wzrost i pozwoli gładko wejść do strefy euro.
Wszystko zależy od tego, gdzie się kieruje owoce wzrostu. W ostatnich dwóch latach w sektorze publicznym były one przeznaczane na zwiększoną konsumpcję bieżącą. Polityka naszego rządu będzie inna. Chcemy dać obywatelom szanse inwestowania w siebie i w swoje przedsiębiorstwa. Wydatki na początku będą rosły wolniej, ale w dłuższym okresie dzięki szybszemu wzrostowi łączne wydatki państwa będą większe. To jest prawidłowość, którą musimy społeczeństwu dobrze wytłumaczyć.
Z jednej strony chcecie obniżać podatki, z drugiej - zwiększyć niektóre wydatki i obniżyć deficyt. Nie obawia się pan napięć pomiędzy tymi celami?
- Nie. Przypomnę raz jeszcze, że mówimy o średnim horyzoncie, a więc o kilku latach. Zaczniemy od obniżenia i uproszczenia podatków, co szybko przełoży się na szybszy wzrost gospodarczy, którego skutkiem będą wyższe dochody budżetowe. To z kolei pozwoli dalej obniżać deficyt i zwiększać niektóre wydatki - te, które są najważniejsze z punktu widzenia rozwojowego. Te cele nie są ze sobą w konflikcie w perspektywie kilku, może nawet dwóch lat. Oczywiście, pod warunkiem że utrzyma się szybkie tempo wzrostu.
A nie grozi nam w ciągu kilku lat załamanie tempa wzrostu? Na świecie nastroje są pesymistyczne.
- Zachowujemy ostrożność i dlatego zdecydowaliśmy się na pewne obniżenie deficytu w 2008 r. Jeżeli chodzi o lata 2009-10, to jestem raczej optymistą. Ogromne inwestycje realizowane w ostatnich latach zaczną wówczas przynosić efekty.
W 2001 r. po kilku latach boomu inwestycyjnego nastąpiło poważne spowolnienie.
- To była sytuacja wyjątkowa i nie sądzę, by miała się powtórzyć. Spadek tempa wzrostu spowodowała ostra krajowa polityka antyinflacyjna, która przyniosła efekty, ale dla wzrostu gospodarczego była bardzo kosztowna.
Teraz zagrożenia mogą płynąć z zagranicy. Jednak nasza gospodarka może się rozwijać szybko, nawet jeśli Europa Zachodnia będzie odczuwać kłopoty. Oczywiście jesteśmy z Europą coraz silniej powiązani. Jeśli wzrost w innych krajach europejskich obniży się o jeden punkt procentowy, to również w Polsce nastąpi podobny spadek. Ale to oznacza spadek np. z 6 do 5 proc. wzrostu, podczas gdy w Europie Zachodniej oznaczałoby to spadek z 2,5 do 1,5 proc.
W tej materii niezmiernie ważną rolę będzie odgrywała szeroko zakrojona liberalizacja otoczenia biznesu, którym zajmuje się przede wszystkim wicepremier Waldemar Pawlak, ale także my w zakresie podatków i minister Jolanta Fedak, gdy chodzi o rynek pracy.
A inflacja?
- W tej sprawie mam pełne zaufanie do Narodowego Banku Polskiego i Rady Polityki Pieniężnej. Zresztą my im pomagamy, obniżając deficyt budżetowy na 2008 r.
W przyszłorocznym budżecie, którego projekt został przygotowany przez poprzedni rząd, przewiduje się ogromny wzrost wydatków i dochodów. Obecny rząd wprowadził nieznaczne poprawki. Nie obawia się pan, że wykonanie takiego budżetu będzie bardzo trudne?
- Na pewno mogą się pojawić rozmaite problemy: poprawki, które zostały wprowadzone, pozwolą obniżyć deficyt o blisko 1,5 mld zł. To nie jest tak dużo, jak byśmy chcieli, ale w krótkim czasie, jaki wyznacza nam kalendarz zapisany w konstytucji, nie da się zrobić więcej. Żałuję, że decyzje, które zostały podjęte przez poprzedni rząd, uniemożliwiają zapisanie w budżecie niższego deficytu. Nie jest dobrze, gdy szybko rosnące dochody budżetu niemal w całości są przeznaczane na wzrost wydatków.
W sumie nie jest to budżet naszych marzeń. Na pewno byłoby lepiej, gdyby wybory odbyły się wiosną 2007 r. Wówczas rząd miałby czas na przygotowanie własnego projektu ustawy budżetowej. Z drugiej jednak strony będziemy mieli więcej czasu na przygotowanie naszego projektu budżetu na rok 2009. Zamierzamy ten czas dobrze wykorzystać i opracować budżet z mniejszym deficytem, bardziej elastyczny, poparty ustawami okołobudżetowymi, które to zagwarantują.
Co to znaczy: budżet bardziej elastyczny?
- Taki, który będzie można łatwiej dostosować do sytuacji makroekonomicznej. Gdyby się pogarszała, można by w nim dokonać szybkich zmian.
Opinia publiczna słyszy na razie same przyjemne rzeczy o zamierzeniach rządu. Mają wzrosnąć pensje nauczycieli, lekarzy, górników, utrzymane będzie prawo do wcześniejszych emerytur dla wielu grup zawodowych. Jak to pogodzić z realiami finansów publicznych?
- Równowaga budżetowa ma się lepiej niż w pierwotnym projekcie.
Nie niepokoją pana zapowiedzi premiera, np. ta, że nauczyciele będą objęci emeryturami pomostowymi, czyli utrzymają dotychczasowe przywileje wcześniejszego przechodzenia na emeryturę?
- Zapowiedzi odnoszące się do przyszłych wydatków budżetowych są dość ogólne. Nad konkretnymi rozwiązaniami będziemy pracowali wspólnie. Na pewno nie podejmiemy takich decyzji, które uniemożliwiłyby poprawę równowagi budżetowej w 2009 r. W przyszłości ogólną zasadą powinno być: "pieniądze za reformy systemowe", co pozwoli zaoferować obywatelom lepszy poziom i jakość usług, a płatnikowi - niższe obciążenie.
Od lat mówi się o reformie finansów publicznych. Czy dla rządu PO-PSL to hasło wciąż pozostaje aktualne?
- Ja rozumiem reformę finansów publicznych jako wprowadzenie zmian systemowych i po stronie wydatków, i dochodów. Chodzi o takie zmiany, które doprowadzą do tego, że klient, jakim jest podatnik, będzie otrzymywał od państwowych instytucji usługi lepszej jakości za te same lub mniejsze pieniądze. Wzrost wydatków możliwy będzie tylko wtedy, gdy będzie to uzasadnione lepszą obsługą "obywatela-klienta" i gdy pozwoli na to szybki wzrost gospodarczy.
Niestety, bardzo duża część wydatków budżetu jest zdeterminowana na wiele lat do przodu przez różne programy wieloletnie. Z tego względu nasze pole manewru przy pracach nad budżetem na 2008 r. było bardzo ograniczone.
Nie jest źle, że takie programy istnieją, gdyż zapewniają ciągłość działania przy różnych zadaniach finansowanych z pieniędzy publicznych. Z drugiej jednak strony owe programy w znaczący sposób usztywniają wydatki, a nie zawsze sposób wydatkowania tych pieniędzy jest najlepszy. Jest on określony przez ustawy, które zostały przyjęte w poprzednich latach.
Nie zamierzam krytykować mych poprzedników. Wiele rozwiązań było zresztą właściwych. Musimy jednak dokonać przeglądu ustaw mających wpływ na wydatki budżetowe i zmienić te, które trzeba.
Największa część wydatków budżetowych to transfery socjalne. Poprzednie rządy kilka razy zabierały się do redukcji tych wydatków. Tego dotyczył np. plan Hausnera sprzed trzech lat. Czy rząd PO-PSL również myśli o wprowadzeniu oszczędności w tym obszarze?
- Gdy gospodarka rośnie szybko, można mniej boleśnie przeprowadzić reformę finansów publicznych. Dlatego dziś jest dobry czas na taką reformę.
O kilka lat opóźniona jest ustawa o emeryturach pomostowych. Trudno sobie wyobrazić, by ta ustawa nie wywołała konfliktów.
- Ja nie mówiłem o rozwiązaniach bezkonfliktowych. Jeżeli chcemy podzielić się tortem, na który nie mogliśmy sobie wcześniej pozwolić, to może dojść do konfliktu, choć nie ma to nic wspólnego z bólem.
Czy w przyszłym roku ustawa o emeryturach pomostowych będzie w końcu uchwalona?
- Tak.
A nie obawia się pan, że nadmierne oczekiwania płacowe pracowników służby zdrowia i składane im obietnice doprowadzą do zapaści finansów publicznych?
- Użył pan określenia: zapaści?
PO w Regionie Śląskim
Sonda
Newsletter