Przegląd mediów
Benzyna po 5 groszy
2008-04-02Bo Chavez chce pokazać, że dba o swój lud. Każdego stać na zakup benzyny, a na fatalny stan techniczny 50-letnich krążowników szos nikt nie zwraca uwagi. Nie ma policji drogowej, która mogłaby się przyczepić do niemal każdego pojazdu (i tak z braku pieniędzy nikt by nie zapłacił mandatu) - te jeżdżące samochodowe trupy zwykle są całe przerdzewiałe, poobijane, pozbawione świateł (niektóre samochody nawet w nocy jeżdżą bez świateł mijania), koła trzymają się na trzech śrubach zamiast pięciu, liczniki są bez wskazówek, nie mówiąc o braku pasów bezpieczeństwa. Do tego warto dodać, że większość z tych pojazdów ma niezwykle szerokie opony i obowiązkowo w celu ochrony przed słońcem przyciemniane wszystkie szyby, ale tak przyciemniane, że nic z zewnątrz nie widać.
Nawet ci, co posiadają sprawne pasy bezpieczeństwa w swoim samochodzie, to ich nie używają, mimo znaków do tego zachęcających. Normą jest nawet przejeżdżanie skrzyżowań na czerwonym świetle. Po co stać i czekać, jeśli nic nie jedzie z boku? Nieliczne znaki drogowe zakazujące czegoś lub ograniczające prędkość też nie są przestrzegane. Piesi muszą uciekać przed rozpędzonymi samochodami. Tam, gdzie nie ma świateł drogowych, pierwszeństwo przejazdu ma pojazd, który pierwszy dojedzie do połowy skrzyżowania! Takie samochody często spełniają nawet funkcję taksówek. Bo w Wenezueli każdy jest taksówkarzem. Na przykład na lotnisko zawiózł mnie recepcjonista z hotelu. Bo to się opłaca, choć krążowniki spalają mnóstwo paliwa. Przecież benzyna kosztuje dosłownie grosze.
Kałuże benzyny
Tymczasem większość gospodarki to szara strefa. I wydaje się, że taki stan jest błogosławieństwem dla mieszkańców. W sklepach nie wystawia się rachunków. Dlatego właśnie ostatnio przeprowadzono akcję nakłaniania ludzi do żądania rachunków w sklepach, by handlowcy płacili podatki. Od 31 marca br. ma być taki obowiązek, ale z pewnością nikt tego nie będzie przestrzegał. Tak jak i innych przepisów prawa, które w Wenezueli w większości pozostają tylko na papierze, gdyż nikt ich nie egzekwuje. Ludzie wystawiają za to na ulicy domowe telefony, z których można dzwonić za drobną opłatą - oczywiście taniej niż w biurach firmy telekomunikacyjnej. Obnośnych sprzedawców w autobusach spotyka się tylko w większych miastach. Innych zajęć Wenezuelczyk nie ma ochoty się imać. Nie do pomyślenia jest dla niego codzienne stawianie się rano w pracy. Bo i po co? Można przecież milej spędzić czas, tym bardziej że zbyt wiele pieniędzy nie jest mu potrzebne. Transport niemal darmowy, ogrzewanie nieprzydatne ze względu na klimat, banany i kokosy rosną na każdym podwórku, a prąd i wodę można najzwyczajniej ukraść.
- Tutaj nikt nie płaci rachunków za prąd czy wodę - opowiada Edyta Michalak, Polka, która dwa lata temu osiedliła się w Santa Elena de Uairen, gdzie założyła biuro podróży Venezuela Explorer. - Miejscowym nie chce się pracować, mają mentalność jednej chwili, ja ciągle mam problemy ze znalezieniem osób, które pomagałyby mi przy prowadzeniu firmy.
Zresztą ci, co pracują, też nie mają najlepiej. - W Wenezueli pensja minimalna wynosi 607 nowych boliwarów na miesiąc [czyli w przeliczeniu po czarnorynkowym kursie niewiele ponad 300 zł] - opowiada ksiądz Robert Płachta, pallotyn, który od prawie 6 lat pracuje jako misjonarz w miejscowości Guarenas - i za tę kwotę nie da się tutaj wyżyć. Problem polega na tym, że minimalne wynagrodzenie otrzymuje większość Wenezuelczyków. Dlatego muszą kraść lub kombinować w inny sposób, by zwyczajnie przeżyć. Na przykład konduktorzy w autobusach żądają wyższych opłat, a oszukanie pasażera nie jest trudne, gdyż nie ma w ogóle biletów. Ale przynajmniej kierowcy autobusów są nienagannie ubrani. Krótko obcięci, w białej, wyprasowanej koszuli z długim rękawem i w czarnych spodniach w kant.
Sama jazda autobusem może być niezłą przygodą, ale tylko dla osoby o silnych nerwach, a niejedną bardziej wrażliwą kobietę może doprowadzić do zawału serca. Z powodu nadmiernego słońca kierowca ma tak zasłoniętą przednią szybę, że ledwo widzi drogę, a i tak rzadko się patrzy przed siebie, bo zwykle zajęty jest rozmową przez telefon lub wysyłaniem SMS-ów. Dodatkowo muzyka włączona jest tak głośno, że nie da się rozmawiać. W takich warunkach kierowca rozklekotanego wiekowego autobusu wyprzedza swoim pojazdem wszystkie samochody osobowe. Chyba właśnie dlatego, że nic nie widzi przez przednią szybę, bo gdyby widział wąską drogę, to pewnie by nie wyprzedzał!
Przygraniczne stacje benzynowe w Wenezueli chronione są przez wojsko, a kolejkom nie widać końca. Dlatego żołnierze decydują, kto może podjeżdżać bez kolejki. Tutaj paliwa się nie szanuje. Pod dystrybutorem w gorącym klimacie szybko wysychają olbrzymie kałuże benzyny i ropy. Raz włączony samochód czy autobus nie jest wyłączany ani w czasie tankowania, ani na kilkudziesięciominutowym postoju, ani na dworcach autobusowych, ani w czasie wyładowywania towaru przed sklepem (ze względów bezpieczeństwa wiele sklepów sprzedaje towary przez kratę). Nawet zepsute koła wymienia się na włączonym silniku! Z kolei w nocnych autobusach klimatyzacja utrzymuje tak niską temperaturę, że trzeba ubierać polary, kurtki, kalesony, czapki i rękawiczki, mimo że na dworze w nocy temperatura nie spada poniżej 25 stopni.
W Wenezueli nikt nie szanuje nie tylko taniego paliwa i środowiska, ale także prawa ani życia ludzkiego, które ma tutaj niewielką wartość. Wszystko wydaje się relatywne i płynne. Znaczna część społeczeństwa posiada broń palną, której bez zahamowań używa się przy byle konflikcie. Wszystkie ulice i pobocza są totalnie zaśmiecone, gdyż tutaj nie wrzuca się odpadków do koszów na śmieci, których najzwyczajniej nigdzie nie można odnaleźć. Zużyte papiery opuszcza się po prostu obok siebie, a opróżnioną plastikową butelkę za szybę pędzącego samochodu. O stanie nielicznych publicznych toalet lepiej nie pisać. W takiej sytuacji nie ma się co dziwić, że kraj opanowują co jakiś czas epidemie różnych, czasem niezidentyfikowanych chorób.
Rząd z ludem
"TAK dla reformy", „TAK dla rewolucji", „TAK dla socjalizmu", „TAK dla komendanta Chaveza" - głoszą czerwone napisy na murach w każdym większym i mniejszym mieście jak Wenezuela długa i szeroka. Z kolei sam prezydent Hugo Chavez spogląda z wielkich billboardów w towarzystwie lokalnych gubernatorów czy burmistrzów miast. „Teraz rząd jest z ludem", „Ku przyszłości, postępowi i rewolucji socjalistycznej XXI wieku" - oznajmiają billboardy. Reportaże w państwowej telewizji pokazują jak komendant Chavez, ojciec narodu, wizytuje fabryki i lokalne społeczności wiejskie i wsłuchuje się w problemy ludzi - jak w Polsce za Gomułki czy Gierka. Biedny lud oczywiście popiera swojego przywódcę. To od niego przecież otrzymuje wiele darmowych dóbr. Państwo kupiło autobusy dla każdej wsi, budowane są całe osiedla dla biednej ludności indiańskiej. Gdzieniegdzie tylko pojawi się na murze wielkie czarne lub niebieskie „NIE dla Chaveza". Jednak przy bliższym kontakcie z Wenezuelczykami od razu słychać morze krytyki.
- Chavez tylko dużo gada i gada, a nic nie robi, a wszystko to zwykła propaganda - stwierdza recepcjonista w trzygwiazdkowym hotelu w sporym mieście Los Teques.
- Chavez mówi co innego, a robi co innego - uważa Alex Reuben, Indianin z Gujany, który od ośmiu lat jest przewodnikiem po Wenezueli. - Chavez, który dużo naobiecywał biednym, dąży do dyktatury. Wydaje co prawda dużo na biednych, ale przy okazji politycy mają szansę na kradzieże. Korupcja jest wszechobecna. Na przykład widziałem dokumenty według których droga z San Francisco de Uruani do Paraitepuy jest asfaltowa - kontynuuje.
Tymczasem nadal trzeba jeździć utwardzonym traktem gruntowym. W Wenezueli coraz trudniej jest prowadzić biznes i inwestować. Władze próbują upaństwowić nie tylko ziemię bogatych farmerów, ale także lokalnych plemion. W sklepach brakuje mąki, mleka, jajek, cukru. W ogóle wybór towarów, szczególnie na prowincji, jest znikomy. Ale propaganda rządowa mówi, że brakom winny jest nielegalny eksport oraz... spekulanci, więc ma pretekst, aby walczyć z tymi ostatnimi. Skąd my to znamy? A co ciekawe, sklepikarzom nie zależy na sprzedaży towarów! Nikt też nie chce się targować. Dochodzi na dodatek do takich absurdów, że nieliczną prasę kupuje się w aptece, a mapy w restauracji! Tak jak w kultowym filmie „Miś" mięso sprzedawano w kiosku „Ruchu".
W całej Wenezueli można za to spotkać tablice propagandowe przy różnego typu publicznych inwestycjach. A to że buduje się drogę asfaltową, a to że doprowadza się prąd do wsi. Poczułem się jak w Unii Europejskiej, gdzie wszędzie stoją podobne propagandowe tablice przy wykonanych projektach za przyznane z Brukseli dotacje. Z drugiej strony oprócz wszechobecnej propagandy na ulicach i w państwowej telewizji, jak to w socjalizmie, lud musi czuć oddech władzy na każdym kroku. Dlatego co kilkanaście kilometrów na drogach poustawiano posterunki gwardii narodowej. Funkcjonariusze zatrzymują, kogo chcą i kiedy tylko chcą, by przeszukać pojazd i przewożone bagaże oraz sprawdzić dokumenty. Jeśli trafią na autobus, może to potrwać godzinę albo i dłużej. A z żołnierzami nie ma żartów, bo to najczęściej młodzież, która ledwo wyszła matce spod spódnicy, a w rękach trzyma odbezpieczone karabiny.
Mimo że mało kto płaci tutaj podatki, to państwo jest bogate. Dzięki ropie naftowej, która wydobywana jest w okolicach Maracaibo i w Delcie Orinoko, a właściwie to dzięki wysokiej cenie tego strategicznego surowca na rynkach światowych. Chavez robi wszystko, by cena ropy na rynkach światowych była jak najwyższa, bo dzięki temu, kontrolowana przez rząd państwowa firma naftowa PDVSA może przekazać władzom większe zyski. Jednak sama ropa, nawet jeśli starczy jej na wiele lat, to za mało, by zbudować potężną gospodarkę. Jak wiadomo socjalizm wcześniej czy później spowoduje, że nawet na pustyni zabraknie piasku. Alex Reuben jest zdecydowanie krytycznie nastawiony do poczynań Chaveza i twierdzi, że ten jego socjalizm z coraz większą redystrybucją dochodu źle się skończy. Tak jak w Gujanie po odzyskaniu niepodległości przez ten kraj w 1966 roku. Tymczasem przywódca kraju, w którym nędza jest wszechobecna, rzuca wyzwanie największej (jeszcze) potędze gospodarczej świata, Stanom Zjednoczonym.
Źródło: http://interia360.pl/artykul/benzyna-po-5-groszy,7863
PO w Regionie Śląskim
Sonda
Newsletter